niedziela, 28 października 2012
anplagd
Do południa w sobotę:
Tornado:
- Ja bende scupakiem, a ty tato beńdzies łowikiem.
- Kim?
- Łowikiem, takim co ryby łowi.
A potem...
Elektrownia zapewniła nam zmianę planów weekendowych i dodatkowe atrakcje. Sprawdziliśmy, jak bardzo jesteśmy uzależnieni od prądu i jak trudno jest nam się przestawić na tryb "bez wtyczki". To były dłuuuuuugie popołudniowo-wieczorne godziny. Dzięki "Nabakoskim" te przedpołudniowe upłynęły szybko i z herbatką :)(fenks).
A wieczorem czytaliśmy przy świecach gazety i (od 16.30, gdy zrobiło się ciemnawo) odpowiadaliśmy setki razy na pytanie:
- Cy jak dmuchnem świecki, to pódziemy spać?
- Skończyłeś jus cytać o pani Róży kretynce (trzeba uważać, jak się komentuje wywiady Mazurka przy dziecku) (dla Fi - z jednouderzeniowym "r").
- A telas mama cyta o pani Róży K- ce. (z wyraźnym upodobaniem, bo nie wytrzymaliśmy i zamiast napomnieć, śmialiśmy się straszliwie).
Przed wyjazdem do N.:
- To oni idą na smę?
- ?
- No, do ko(ś)cioła.
Po podsłuchaniu, że tata wybiera się do kina na nowego Bonda:
- To beńdą takie pokolejowe landki. Najpielw chopaki pójdom, potem synusie, a potem dzie(w)ciny.
- Jakie synusie?
- Te ukochane.
Po powrocie od N., których znowu puściliśmy z torbami, Tornado przymierzał pochłopakowe ciuchy:
- Pacz mamku, P. jet taki dobly, dał mi buzeckę ze sonikiem. Tym samym co na samochodzie. Jetem telas ze skoły jenzykowej, widzis?
- A mogem jutlo pość do przedszkola w ganituze? Ciocia Ela powie, ze jetem taki elegantki.
- Popacz, jak sie gzebiem (powiedział, czesząc się grzebykiem).
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz