sobota, 28 kwietnia 2012

gil

Dziecko, które nigdy nie widziało grillowania:
- Ty oporzisz gil, ja wrziucem palówkę, ty zamkniesz gil, a potem gil będzie gilować.

piątek, 27 kwietnia 2012

otrampkowany

Zapowiadała się wczesna pobudka, bo Tornado po 5 wrzasnął:
- Mamku, śpiewaj mi o soneczku!
Na szczęście udało sie go storpedować i odwlec wstrząsający występ wokalny.


Mieliśmy zamiar odebrać Tornado z przedszkola trochę wcześniej. Ale dzieciaki wlaśnie wychodziły na plac zabaw i Tornado szlochał, że on marzy o pójściu na podwórko, więc  spędziliśmy z nim godzinę w przedszkolnej piaskownicy. Miło było podejrzeć fragmenty "osobistego życia osobnego" naszego starszego syna. Śmieszne naśladowanie starszych chłopaków, chłopackie przechwalanki i zdobywanie punktów u chłopaków, szczególnie u N., z powodu fajnego młodszego brata :). Milo było posłuchać odgłosów czajki i dzięcioła (M. twierdzi, że zielonego :)). 

Dzien dziś tak piekny, że trudno było usiedzieć w domu. Pozwoliliśmy K. hasać samodzielnie po tarasie. Po 5 minutach wrócił do domu po trampki. Że mu na bosaka niewygodnie po tarasie biegać. Po kilku sekundach biegania otrampkowanego - zniknął z pola widzenia. Uciekł na podwórko.
- K., gdzie jestes?
- Tu mamku.
- Miałeś być na tarasie!
- Ale ja wolem na puulku (podwórku - zapisałam oprzez "u", żeby zaznaczyć, że nie o małe pole chodzi....). Nie będziem chodził na ulice. Obiecujem.
- A gdy ktoś powie, że chciałby sobie takiego ładnego chłopca jak ty zabrać do domu?
- To będe krzyczał "NIEEEEEEEE".
No więc wyszłam na podwórko. Podlewaliśmy roślinki. Tornado nalewał wodę do swojej konewki i w związku z tym musiał trzy razy sie przebierać. Za pierwszym razem powiedział do taty:
- Moge wejść w butach? Mam takie eleganckie trampki. (:))


- Dziś ci pozwalam mi czytać - powiedział mój łaskawca wieczorem, przed snem. Pozwolił mi też zaśpiewać sobie "(N)a  Wojtusia" ;).


Śpiewny początek i koniec :).

czwartek, 26 kwietnia 2012

szkolnie

Intensywny dzień. Pojechaliśmy we czwórkę do "naszej szkoły".


Przez jakiś czas jechaliśmy za samochodem, który wiózł na przyczepie  małą traktoro-kopako-ładowarkę.

- Pać, tam katkol. Taki mały. Ja siońdziem do małego katkolu, bo ja jestem mały, to moge do małego, a nie dużego. Tatuś naciśnie na pilocie taki guzicziek i będem jechał do psiodu, a potem znowu naciśnie i nabiorę łychą coś, a potem puścię.


W szkole Tornado ćwiczył na wuefie z klasą pierwszą, a potem przykleił się do zerówki. Z trudem wyciągnęliśmy go do sklepu po wymarzone trampki. I śmieciarkę ze śmieciakami (duża nagroda). 


Pulpet też ćwiczył, akrobacje niemowlakowe i siłę głosu.

środa, 25 kwietnia 2012

mama poszukiwana

Po przedszkolu umówilismy sie na rodzinne spotkanie M. z Tornado (auto), ja z Pulpetem (wózek) obok budynku gminy. Chłopcy czekali na nas, bawiąc się w poszukiwanie mamy.
- Będziemy fukać mamy. Ty przed miną, a ja za miną.
I po chwili, gdy wrócił zza "miny":
- Nie znalazłem żadnych śladów mamy.


- Dziś w przedkolu uczyliźmy o hoku (smoku), który zamieniał ludzi.  W kamień.
- O Bazyliszku?
- Tak!!! Skąd wiedziałeś?


- Chodż, zobaczymy nasze roślinki, jak się mają.
- Popatrz mamku, wylosoły! (wyrosły).


Do pani przejeżdżającej obok naszego domu na rowerze:
- Dziedziobry!
I do mnie szeptem scenicznym:
- Dobrze powiedziałem?

wtorek, 24 kwietnia 2012

paka i staruszka

Dzień "z przedszkolem", więc mało Tornada, dużo Pulpeta :).



Z Pulpetem przewalanki, przytulanki, przeczytanki. Nauka chwytania stóp i zjeżdżania z leżaczka. Z przekrętem :). No i pierwszy ziemniaczek! Na razie jedzenie łyżeczką jest zbyt trudne, a kartofel jest mniej smaczny niż mleczko. I chrupki kukurydziane od brata.


Z Tornado po powrocie z przedszkola bawiliśmy się w przytulankową zabawę, ja byłam łóżkiem, które było: łaskoczuszkiem, drapuszkiem, kołysuszkiem, mruczuszkiem itd.


Oglądaliśmy "Baby beetles", w czasie piosenki o misiu:
- Lecem po Ałka tediber.(z akcentem na "di")
A potem przytulając Ałkę tańczył i śpiewał jej do uszka.


Wieczorem, przed zasypianiem:
1. Awantura, że ma czytać tata, bo "ja nie lubiem, jak mama czita. Jak będzie dzień, to ci pozwolę, ale nie jak jest noc". (bez łaski :))


2. - Gdzie jest stara firanka?
- Mama ją uprała, bo była trochę brudna.
- O rety. Była stara jak babcia E. i dziadziuś. Babcia J. jest nowa. I ciocia Pipi. A mama jest trochę stara. Ma kawałek nowego, ale jest stara.


3. W książeczce pojawiły sie słowa źrebię i źrebaczek.
- Czemu są takie dwa?
- Bo  to są dwa określenia na to samo, tak jak K-o i K-k.
- Albo tata i paka?
- Paka?
- Nie wiedziałem jak powiedzieć, to tak wymyśliłem.


Ps specjalnie dla "nawróconej logopedki" - "lodópka" :).

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

tęcza

Poniedziałek to najtrudniejszy i najdłuższy dzień tygodnia. Ale taki jak dziś, to super początek tygodnia. Nie żeby jakaś rewelacja, ale zwykły miły dzień.
Dużo czytania ("Sznurkowa historia", Mysie, "Bajka o ślimaku Kacperku" Strzałkowskiej - wszystko oczywiście po kilka razy) - ja obu, Tornado Pulpetowi, Tornado mi, ja - Tornadu.
Śpiew(ja) i taniec (Tornado).
Przeskakiwanie przez kałużowe przeszkody (oboje) i "mycie kół" wózka w kałużach.
Zabawa w chowanego ("ja fukam, ty chowaj się. Tylko ja do mało licie, bo dużo nie umiem. Licie - raz, trzy, cztery, osiem, dziesięć, siedemnaście, fukam!") i chowanie się ciągle w tym samym miejscu - tym razem koło kominka.




Na szczepieniu okazało się, że odchudziliśmy Pulpeta. Spadł na 90 centyl :). Zbyt intensywnie uprawia sport ;).




Teraz już wiosna pełną gębą - dziś widzieliśmy dwie tęcze rozciągające się nad nie-Paryżem. To było miłe zakończenie aktywnego dnia. 

niedziela, 22 kwietnia 2012

ranny

Wczesna pobudka. Obaj panowie powitali wcześnie dzień. Przed 6.

- K., jest noc, idź spać.
- Jest jasno, nie ciemno-ciemno. U mnie nie jest kololu czanego.


No więc wstaliśmy. Dzięki temu zobaczyliśmy młodego sarniego chłopaka, który z trudem przechodził przez zamoknięte pole pszenicy (wyglądające jak pole ryżowe) tuż przy naszym domu. I bażanty uciekające przed nim jak struś pędziwiatr (mykmyk).


Tornado stwierdził, że chciałby mieć dodatkowe okno nad schodami.
- Jak mamy zrobić nowe okno?
- Pukimy w Ikei.
- Ale tam chyba nie sprzedają okien...
- To pukimy drewno jasne i ciemne, coś metaowego, ko (szkło) i będziemy tukać motkiem i zobimy okno.
I wszystko jasne.

bez-dzietnie

Dzis dzień niemal bez dzieci. Tornado u baci J. - szalał na podwórku, proby wprowadzenia go pod dach były zazwyczaj nieudane. Bawił się w berka z psami, dokarmiał je, czym się dało. Nawet tego dużego, przed którym czuje pewien respekt. Wyciągnął babcię na lody (zgadnijcie, o jakim smaku :)). 


W tym czasie my z Pulpetem pojechaliśmy do Warszawy. Ja na randkę kinową z Fi ("Nietykalni" - Fi, dzięki za towarzystwo, Delie - za inspirację). Się zmobilizowałam, zorganizowałam i dzięki temu inaczej oddycham :). Kochany M. w tym czasie krążył z - lekko głośnym -Pulpetem po okolicy. Podobno patrzył z rozżaleniem za oddalająca się mama i ciocią...  


 K. był trochę smutny, gdy wróciliśmy po niego. Bo babcia obiecała mu wspólną wyprawę do kościoła. Poszliśmy razem, Tornado zasnął mi na rękach po 2. czytaniu, obudził się po kazaniu. Starał się brać czynny udział we Mszy - śpiewał i mówił "po norwesku", trafiał czasem w "amen" i "alleluja". 


Dziś były "małe urodziny" Pulpeta. Wczoraj poczuł po raz pierwszy samk chrupek kukurydzianych - lubi :). A dzis pokazał, że potrafi - pełzając do tyłu -  pokanać ok. 2 metry. 

sobota, 21 kwietnia 2012

supermen na rynku

Byliśmy dzis z Tornado u "pani doktol od zembuf". Pacjent dzielny jak zawsze, choć "tloche pakałem, jak pani doktol wkładała mi paticzek". Fascynował go chłopiec, który na fotelu był przed nami (liczba mnoga uzasadniona, bo siadamy razem, K. na moich kolanach) i wrzeszczał w niebogłosy. 

W drodze do gabinetu Tornado  w pewnej chwili przystanął. Stoi i stoi.
- Czemu stoimy?
- Bo jest czeczone siatło.
Było. Dla samochodów... Ruszyliśmy na zielonym.


Za dzielność były lody (smerfowe - nie wiem, dlaczego moje dziecko ma upodobanie do tego świństwa) i bieganie wokół fontann na rynku.


A potem koszmarna histeria w drodze powrotnej, zmieniona w ostatnich dwóch minutach podróży w baaardzo głośne wspólne śpiewanie z radiem "Welcome to the jungle". Tornado machał swoimi jasnymi piórami jak Axel :).




Wymyślalismy piosenki do melodii "Panie Janie". O nim i o Pulpecie. 




Aha, dziś Tornado biegał po domu w czerwonej pelerynce (dzięki N-ski Family ;)) i pytał, w czym może pomóć super K-k. Wieczorem próbowałam wykorzystać "pomocność" mojego synka:
- Super K-u, czy możesz przynieść żyrafkę T.?
- Nie mogem, nie mam pelelynki.

piątek, 20 kwietnia 2012

urodziny

Tornado po przebudzeniu "wezwał" tatę i bawił się, że M. ma urodziny.
Śpiewał "Fto lat!", kazał zdmuchiwać świeczki, zapraszał gośći (mnie i Pulpeta), a na końcu wręczał prezent. I tak kilka razy. Pierwszym prezentem była Ałka :).

kąciki

Mało mnie dziś dla moich dzieci. Mózg gdzieś w sprawach zawodowych. Tornado trochę "zostawiony", wył, że chce do babci J.
- Dlaczego tak bardzo chcesz jechać do babci?
- Ja baldzo lubiem bacie.
- A co lubisz robic z babcią?
- Bawić w chowanego.
- A u nas nie mozna sie bawić w chowanego?
- Tam są lepsze końciki.

czwartek, 19 kwietnia 2012

kosmicznie

- Mamku, bawimy się w kosmonatów? Tuł (stół) to będzie nasz kosmicny podek.
- No dobra, bawimy się. Zakładamy kombinezony?
- I he(ł)my. (kask elmowy...)
- Dokąd lecimy?
- Do sklepowej planety. Mam tuj portfel. (po tej zabawie pozbawiony monet ;)). Juś wylondowaliźmy. Pani przedajko! Gdzie jest pani przedajka?


- Co ci naprawić mamku? - Tornado ma kolejny dziecięcy zestaw narzędziowy, tym razem od babci E.
- Odkurzacz się chyba zepsuł.
Po postukaniu w odkurzacz młotkiem:
- Juś napawione.
- Ile płacę za naprawę?
- Dziesieńć goszy. (i daje mi dwudziestogroszówkę;).
Człowiek, który lubi swoją pracę, że jest gotów dopłacić, byle tylko móc ją wykonywać ;).


wtorek, 17 kwietnia 2012

oniebnie

Tornado:
- Patrz, ta wielka chmula to pilacki tatek. Niebo jest baldzo duze i baldzo daleko, wies?
- Uhm.
- Ale jakby  mialo się takom długom dlabinę, to by się weszło na chmulę.
- Chyba nie można zrobić takiej długiej drabiny.
- Mozna, z dlewna.


W czasie wieczornej toalety i zupełnie "z księżyca", z szelmowskim uśmiechem:

- Mamo, powiedz "przepraszam".

- "Przepraszam".

- Nie gniewam się.



Pulpet:
- Bubu.



poniedziałek, 16 kwietnia 2012

nibymatematyka

Tornado owinął głowę Pulpeta niebieskim szaliczkiem i krzyknął:
- Patrz mamku, Maryja urodziła T-ka!


Pulpet rozpłakał się, gdy probowaliśmy odrysować jego rączkę na "portrecie rączkowym".
- K., wytłumacz mu, że to tylko zabawa.
- T. to tylko wabawa, a nie futek (smutek). Nie cieba pakać. Jest sieśnie (śmiesznie).


Przeglądał książkę, którą czyta M. - "Złota proporcja", z serii "Świat jest matematyczny". I mówi:
- Ten pan idzie na wykład. Schodami. I potem wpada na jakąś panią. (to nie był opis zdjęcia...)


 Matematyka to "atamatyka". "No takie o licieniu".


Przed chwilą Tornado bawił się z M., że taty ręka jest pilotem do sterowania różnymi nanibowymi pojazdami. Nanibowy koparko-zygzak:) nabierał coś swoją wielką łychą.

niedziela, 15 kwietnia 2012

szwedzki biwak

Tornado w czasie porannego rozczmuchiwania:
 - Pojedziemy w wakacje na biwak, będziemy pać w moim namiocie-atobusie, jeszcze z I-ką, ciocią R. i wujkiem A.
- A gdzie będzie dzidzia A.?
- U wujka A. na lączkach będzie sobie pać.


Uff, ale będzie ciasno w tym namiocie :).  Trzeba uważać, co się dzieciom czyta :). Bo to  z "Basi i biwak".


Potem prawie cały dzień u babci J., bo rodzice z T. pojechali do Janek, bardzo starając się nie wymawiać słowa Ikea, które na Tornado działa jak "do startu, gotowi, start".


U babci - ganiał po podwórku, wykradł siekierę i groził, że zetnie ogromną lipę,  przerzucal coś widłami i obiecywał dziadkowi, że zostanie jego pomocnikiem, zaliczal kałuże, bawił się z psami. Oczywiście wszystko w kasku, żeby było bezpieczniej (jeszcze raz dziękujemy, P.! i K.! i T.!) ;).


Pulpet nauczył się przekręcać z brzuszka na plecy. Rotacyjnie pokonuje krótkie dystanse. Rączki "zjada" po same łokcie.


W czasie kąpieli Pulpeta Tornado zapytał:
- A jak T. urodził się?
-Byl taki mały u mamy w brzuszku, potem rósł coraz większy. Pamiętasz, jaki mama miala duży brzuch?
- Uhm.
- A potem pojechałam do szpitala i mialam taka operację, i pani doktor wyjęła mi T. z brzucha. Druga pani doktor zważyła, zmierzyła i zbadała T., potem owinieto go w kocyk i dano mi do przytulenia. Ty też sie tak urodziłeś.
W tym momecie K. wyleciał z łazienki jak torpeda, po chwili wrócił owinięty w ciuch-ciuch kocyk i wtulił sie we mnie.


K., nie zapomne tego uczucia, kiedy pani doktor ocierała Twoim noskiem o mój nos zaraz po Twoim urodzeniu.

sobota, 14 kwietnia 2012

piosenki

Od kilku dni Tornado w kąpieli śpiewa piosenki. Trzeba wybrać jakieś miejsce na gąbce, wtedy zgaduje się tytuł piosenki - zawsze jest "piosenka o ...". Była piosenka o koniu: "Koń jest duży i ma kopyta" (to cały tekst) i o księżycu "Księżyc ma okna i dziś (drzwi). Można do niego wejść. Weszli do niego mama, tata i synek." A dziś dodał do tego wstrząsającego tekstu "i T. na czworakach".

środa, 11 kwietnia 2012

sielsko

Po powrocie z przedszkola Tornado powiedział:
- Mam takie marzenie. Zabrać katk. Wstąpili (by) śmy do baci po lowel.  I bym jeździł w katku.


Więc wstąpilśmy i jeżdził (swoją metodą - odpychanie pedałów do przodu; usiłowałam uczyć go kręcenia pedałami, ale Tornado jak zwykle wie lepiej.)


Od babci udalo mi się go wyciągnąć tylko dzięki obietnicy sadzenia drzewek i krzaków. Urządziliśmy rodzinne sadzenie: Pulpet w wózku przyglądał się, jak mama wyznacza miejsce, tata i brat wkopują, a Rondel, który się znowu pojawił, ciągnie za nogawki lub usiłuje wylizać twarz. Rondel ma niezły instynkt macierzyński :). Za każdym razem, gdy Pulpet płakał, podbiegał do wózka, stawał na tylnich łapach, merdał ogonem i usiłował lizać dzieciaka. Pulpet był trochę tymi czułościami przytloczony ;).


Sielsko było, przyleciały - zwabione turkotem traktora bronującego pole - dwa bociany, ktore miały tam chyba niezłą ucztę. Widok mieliśmy przedni - dwa bociany i czerwony traktor na tle zachodzącego słońca.




Prace ogrodowe jak wiadomo są bardzo niebezpieczne, dlatego trzeba je wykonywać w kasku...podobnie jak inhalowanie...i kąpiel...

brzezina

Tornado poszedł do przedszkola, choć z nosa jeszcze trochę kapie. Ale ślady dusznośći zlikwidowane w zarodku! Co uważamy za wielki sukces.  Pulpet ma na brodzie i policzku czerwone plamy, więc chyba z nim też czeka nas walka z alergią. Teraz pyli brzoza.


Wczoraj niespodziewanie pojechaliśmy do naszych miłych znajomych. Tornado po raz pierwszy wyszedł na podwórko bez opieki dorosłego. W asyście M. i P., uczniów klasy 2 i 0 :). To miłe przeżycie, patrzeć na odpowiedzialnych starszych kolegow i trzylatka, który za nimi lata i traktuje jak najwyższe autorytety.


Rodzice chłopaków ofiarowali nam wieeeelką pakę rzeczy, z których ich dzieci wyrosły (to będą kultowe ciuchy, bo P. jest obiektem kultu). Na koniec Tornado dostał też kask rowerowy.
"Nigdy go nie zdejmę. Jest spaniały."


M. "ogrodził" naszą działkę sznurkiem.
Tornado mówi:
- Musimy mieć taką przesuwanom bamę. Żeby I. mogła do nas przyjechać, z ciociom R.Tatuś nacisnie guziczek i otworzy. Albo będziesz mogła zadzwonić do cioci R., jak znowu zapomnisz, co wstukać".


A w wielki czwartek przybłąkał się do nas pies ("piefek"), ale chyba się "odbłąkał". Roboczo nazywa się Rondel.


Nad młodą brzeziną przed moim oknem przelecial błotniak stawowy, piękne są drapieżniki w locie.



niedziela, 8 kwietnia 2012

święconkowo

Dużo się dzieje, mamy gości, internet sie zawiesza, wieć tylko tak szybciutko.


Tornado poszedł z Tatą w sobotę do kościoła, z koszyczkiem ofkors.
Zerknął na konfesjonał i wytłumaczył ojcu:
-To taki sklepik, ale bez owoców.


A potem, gdy ksiądz święcił pokarmy:
- Czemu on tak tą pałką macha? (oczywiscie glośno)


A propos kropidła, to gdy w lutym ksiądz byl u nas po kolędzie, to Tornado mówił, że ksiądz nam zaczarował dom.

środa, 4 kwietnia 2012

Cziki Ałka

Z wczoraj:


Tata odbieral Tornado z przedszkola.
- Jakie dzieci zostały jeszcze w przedszkolu?
- Choć, pokażem Ci. (pociągnął tatę do sali) Raz, trzy, czteły!


Po powrocie z przedszkola (mieli angielski):
- Stendap, tato, ju cziki manki.
- Co?
- No taka ałka. (małpka też potrafi powiedzieć ,ale Ałka to postać specjalna, o czym innym razem).


Potem ustawił sobie na ektorpowskim podnóżku książkę, "Świerszcza za kominem" :), jakby to były nuty i powiedział, że gra na pianinie.
- Co grasz?
- Piosenkę o ogniu.

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Dzień książki

Tornado uczcił dzisiejszy Międzynarodowy Dzięn Książki dla Dzieci kilkoma maratonami czytelniczymi. Trojgu czytającym zaschło w gardle. A on wcale nie miał dość :). Uwielbiam go "chuchającego":
- Ty czitaj, ja chucham.

Waham się, czy to zapisać, ale co tam. Trochę na pograniczu dobrego smaku, bo to żarcik toaletowy.

- Do kibelka, ftopień, podkadka, szibko siadamy i nie martw się kupo, zaraz cię utopimy!