Po przedszkolu umówilismy sie na rodzinne spotkanie M. z Tornado (auto), ja z Pulpetem (wózek) obok budynku gminy. Chłopcy czekali na nas, bawiąc się w poszukiwanie mamy.
- Będziemy fukać mamy. Ty przed miną, a ja za miną.
I po chwili, gdy wrócił zza "miny":
- Nie znalazłem żadnych śladów mamy.
- Dziś w przedkolu uczyliźmy o hoku (smoku), który zamieniał ludzi. W kamień.
- O Bazyliszku?
- Tak!!! Skąd wiedziałeś?
- Chodż, zobaczymy nasze roślinki, jak się mają.
- Popatrz mamku, wylosoły! (wyrosły).
Do pani przejeżdżającej obok naszego domu na rowerze:
- Dziedziobry!
I do mnie szeptem scenicznym:
- Dobrze powiedziałem?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz