Tornado poszedł do przedszkola, choć z nosa jeszcze trochę kapie. Ale ślady dusznośći zlikwidowane w zarodku! Co uważamy za wielki sukces. Pulpet ma na brodzie i policzku czerwone plamy, więc chyba z nim też czeka nas walka z alergią. Teraz pyli brzoza.
Wczoraj niespodziewanie pojechaliśmy do naszych miłych znajomych. Tornado po raz pierwszy wyszedł na podwórko bez opieki dorosłego. W asyście M. i P., uczniów klasy 2 i 0 :). To miłe przeżycie, patrzeć na odpowiedzialnych starszych kolegow i trzylatka, który za nimi lata i traktuje jak najwyższe autorytety.
Rodzice chłopaków ofiarowali nam wieeeelką pakę rzeczy, z których ich dzieci wyrosły (to będą kultowe ciuchy, bo P. jest obiektem kultu). Na koniec Tornado dostał też kask rowerowy.
"Nigdy go nie zdejmę. Jest spaniały."
M. "ogrodził" naszą działkę sznurkiem.
Tornado mówi:
- Musimy mieć taką przesuwanom bamę. Żeby I. mogła do nas przyjechać, z ciociom R.Tatuś nacisnie guziczek i otworzy. Albo będziesz mogła zadzwonić do cioci R., jak znowu zapomnisz, co wstukać".
A w wielki czwartek przybłąkał się do nas pies ("piefek"), ale chyba się "odbłąkał". Roboczo nazywa się Rondel.
Nad młodą brzeziną przed moim oknem przelecial błotniak stawowy, piękne są drapieżniki w locie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz