piątek, 27 kwietnia 2012

otrampkowany

Zapowiadała się wczesna pobudka, bo Tornado po 5 wrzasnął:
- Mamku, śpiewaj mi o soneczku!
Na szczęście udało sie go storpedować i odwlec wstrząsający występ wokalny.


Mieliśmy zamiar odebrać Tornado z przedszkola trochę wcześniej. Ale dzieciaki wlaśnie wychodziły na plac zabaw i Tornado szlochał, że on marzy o pójściu na podwórko, więc  spędziliśmy z nim godzinę w przedszkolnej piaskownicy. Miło było podejrzeć fragmenty "osobistego życia osobnego" naszego starszego syna. Śmieszne naśladowanie starszych chłopaków, chłopackie przechwalanki i zdobywanie punktów u chłopaków, szczególnie u N., z powodu fajnego młodszego brata :). Milo było posłuchać odgłosów czajki i dzięcioła (M. twierdzi, że zielonego :)). 

Dzien dziś tak piekny, że trudno było usiedzieć w domu. Pozwoliliśmy K. hasać samodzielnie po tarasie. Po 5 minutach wrócił do domu po trampki. Że mu na bosaka niewygodnie po tarasie biegać. Po kilku sekundach biegania otrampkowanego - zniknął z pola widzenia. Uciekł na podwórko.
- K., gdzie jestes?
- Tu mamku.
- Miałeś być na tarasie!
- Ale ja wolem na puulku (podwórku - zapisałam oprzez "u", żeby zaznaczyć, że nie o małe pole chodzi....). Nie będziem chodził na ulice. Obiecujem.
- A gdy ktoś powie, że chciałby sobie takiego ładnego chłopca jak ty zabrać do domu?
- To będe krzyczał "NIEEEEEEEE".
No więc wyszłam na podwórko. Podlewaliśmy roślinki. Tornado nalewał wodę do swojej konewki i w związku z tym musiał trzy razy sie przebierać. Za pierwszym razem powiedział do taty:
- Moge wejść w butach? Mam takie eleganckie trampki. (:))


- Dziś ci pozwalam mi czytać - powiedział mój łaskawca wieczorem, przed snem. Pozwolił mi też zaśpiewać sobie "(N)a  Wojtusia" ;).


Śpiewny początek i koniec :).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz