Poniedziałek to najtrudniejszy i najdłuższy dzień tygodnia. Ale taki jak dziś, to super początek tygodnia. Nie żeby jakaś rewelacja, ale zwykły miły dzień.
Dużo czytania ("Sznurkowa historia", Mysie, "Bajka o ślimaku Kacperku" Strzałkowskiej - wszystko oczywiście po kilka razy) - ja obu, Tornado Pulpetowi, Tornado mi, ja - Tornadu.
Śpiew(ja) i taniec (Tornado).
Przeskakiwanie przez kałużowe przeszkody (oboje) i "mycie kół" wózka w kałużach.
Zabawa w chowanego ("ja fukam, ty chowaj się. Tylko ja do mało licie, bo dużo nie umiem. Licie - raz, trzy, cztery, osiem, dziesięć, siedemnaście, fukam!") i chowanie się ciągle w tym samym miejscu - tym razem koło kominka.
Na szczepieniu okazało się, że odchudziliśmy Pulpeta. Spadł na 90 centyl :). Zbyt intensywnie uprawia sport ;).
Teraz już wiosna pełną gębą - dziś widzieliśmy dwie tęcze rozciągające się nad nie-Paryżem. To było miłe zakończenie aktywnego dnia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz