Pulpetowi przedziera się przez dziąsło pierwszy ząb! trzeba będzie założyc mu świnkę-skarbonkę z napisem "na dentystę" :).
Tornado dziś okazał sie meteopatą - spał w dzień prawie 5 godzin. no ale jak się wstaje w sobotę przed 6....
sobota, 31 marca 2012
piątek, 30 marca 2012
żelki
To dziś:
- Mamo, możesz mi dać świętego żelka? (pokazując na szafkę, gdzie tata schował żelki w kształcie pisanek, kurczaczków i innych zajączków).
- Posze, możesz przyłączyć się. Badzo zapraszam Cię do kolo(ro)wania. To doskonały pomysl. Brawo tatusiu, świetnie Ci idzie.
Przypomnialo mi się, gdy zmieniałam pościel Tornado na "muminkową":
Po pierwszej wizycie w kinie, na "Komecie nad Doliną Muminków" (na wszelki wypadek zapiszę, że było to 4 III 2012) - dziękujemy za towarzyszenie nam ciociu Fifi, Piotrku i wujku M.:
- Kucikij jest goźny. Boję trochę Kucikija. Muminek nie goźny.
czwartek, 29 marca 2012
bocian i placki
Rano w przedszkolu (historyjka opowiedziana przz Tatę K. i T.)
Ciocia Ela: Zobacz K., co ja robię?. Kto ma długie, czerwone nogi?
Tornado: Mama.
Wieczorem czytaliśmy trzy "Basie", w tym "Basię i biwak", Tornado przygladał się jednemu z obrazków (Basia w kostiumie kąpielowym):
- A dlaczego Basia jest taka rozplacuszkowana?
- Jaka?
- Taka niegruba?
Ciocia Ela: Zobacz K., co ja robię?. Kto ma długie, czerwone nogi?
Tornado: Mama.
Wieczorem czytaliśmy trzy "Basie", w tym "Basię i biwak", Tornado przygladał się jednemu z obrazków (Basia w kostiumie kąpielowym):
- A dlaczego Basia jest taka rozplacuszkowana?
- Jaka?
- Taka niegruba?
środa, 28 marca 2012
o wiośnie
Po ponad tygodniowej przerwie Tornado poszedł dziś do przedszkola.
Relacjonował: Uczyliśmy o wiośnie się. Przebiśniegi są pod ochroną. Sasanka rośnie w górach, a u nas inne. Pokorolowałem klokusa.
Pulpet pokonał swoje prawicowe odchylenia :) i przekręcił sie na brzuszek "przez lewe ramię".
Kupiliśmy derenie i trzmielinę. Początek naszego ptakoprzyjaznego ogrodu.
Relacjonował: Uczyliśmy o wiośnie się. Przebiśniegi są pod ochroną. Sasanka rośnie w górach, a u nas inne. Pokorolowałem klokusa.
Pulpet pokonał swoje prawicowe odchylenia :) i przekręcił sie na brzuszek "przez lewe ramię".
Kupiliśmy derenie i trzmielinę. Początek naszego ptakoprzyjaznego ogrodu.
wtorek, 27 marca 2012
po-sobotnio i po-niedzielnie
Bardzo miły weekend mieliśmy. Pracowity. Ogrodniczo-kulinarny.
Chłopcy jeździli wózkiem towarowym w centrum ogrodniczym, oczarowywali panią właścicielkę, a Tornado dostał nawet kwiatek. Hiacynt. Grzecznie podziękował, by po kilku minutach oddać i powiedzieć, że jednak wolałby niebieski. :). Potem było sadzenie i sianie - na razie prolog. Mam nadzieję na akcję na większą skalę już wkrótce.
A wcześniej Tornado z Tatą pojechali do dentysty. Okazało się, że pani doktor nie ma, a nie mogła się do nas dodzwonić, by odwołać wizytę. Tornado przez kilkanaście minut zalewał się łzami; szlochał, że nie będzie mieć wyleczonych ząbków.
Przygotowaliśmy trochę - mam nadzieję - smakołyków na kiermasz wielkanocny w naszej szkole. Ciasteczka wg przepisu z "Wilekanocy w Kisielicach Małych", trufelki czekoladowe z "Musierowicz na Gwiazdkę" (tak wiem, to nie te święta;) i bezy (które nie wyszły i zostały pożarte w domu:). Wszyscy biorący udział w przedsięwzieciu (tzn. ja i Tornado) przeżyli, choc momentami nie było to oczywiste... robienie różnych teoretycznie miłych i teoretycznie zajmujących rzeczy z dziećmi bywa szalenie frustrujące... i to nie teoretycznie.
W czasie tych naszych działań robiłam zdjęcia (wyjątkowo), tylko nie umiem ich dodać do tego posta ;(. Technicznie to mnie jeszcze to wszystko przerasta. Dlaczego nie chcą się dołączyć?
A w niedzielę Tornado wziął niesłychanie czynny udział we Mszy. A konkretnie w kazaniu. Ksiądz: Grecy powiedzieli, że chcą zobaczyć Jezusa.
Na to Tornado (głosem silnym i pewnym): Ja też chcę zobaczyć Jezusa.
A po dłuższej chwili i ZDECYDOWANIE ciszej dodał: Tego, co tam (czyli przy ołtarzu) stoi i mówi.
Bo z perspektywy prawie trzylatka niewiele widać, gdy stoi się na samym końcu nawy :).
Dzis pierwszy raz gralismy w chińczyka. Tornado wyciągnął starą planszę, pomazaną przez moją siostrę jakieś 30 lat temu :). Zrobiliśmy pionki z modeliny, kostkę znaleźliśmy w moim służbowym piórniczku. I graliśmy. Niektórzy z nas usiłowali tłumaczyć reguły, udało nam sie pograć zgodnie z nimi przez jakieś 10 minut (to i tak sukces), a potem Tornado grał według swoich własnych. Wszystkimi pionkami, bez rzucania kostką. Nic dziwnego, że cały czas wygrywał. :)
Pulpet nadal nic nie mówi :). Za to w ciągu weekendu osiągnął niesamowitą biegłość w przewracaniu się z pleców na brzuch. Na razie tylko na prawą stronę ;). I wykazuje niezwykłą empatię - płacze ze współczuciem, gdy idol, czyli starszy brat płacze.
Akcja "Budzimy mamę o 5 rano" niestety trwa. W tym tygodniu pod kierownictwem Pulpeta. Kiedy to się skończy?
Aha, byłabym zapomniała. Muszę zapisać zeszłotygodniowe słówka: kciukownik (miejsce na kciuk w rękawiczce, wymawia "ińkanićka") i rozsuwakować.
Chłopcy jeździli wózkiem towarowym w centrum ogrodniczym, oczarowywali panią właścicielkę, a Tornado dostał nawet kwiatek. Hiacynt. Grzecznie podziękował, by po kilku minutach oddać i powiedzieć, że jednak wolałby niebieski. :). Potem było sadzenie i sianie - na razie prolog. Mam nadzieję na akcję na większą skalę już wkrótce.
A wcześniej Tornado z Tatą pojechali do dentysty. Okazało się, że pani doktor nie ma, a nie mogła się do nas dodzwonić, by odwołać wizytę. Tornado przez kilkanaście minut zalewał się łzami; szlochał, że nie będzie mieć wyleczonych ząbków.
Przygotowaliśmy trochę - mam nadzieję - smakołyków na kiermasz wielkanocny w naszej szkole. Ciasteczka wg przepisu z "Wilekanocy w Kisielicach Małych", trufelki czekoladowe z "Musierowicz na Gwiazdkę" (tak wiem, to nie te święta;) i bezy (które nie wyszły i zostały pożarte w domu:). Wszyscy biorący udział w przedsięwzieciu (tzn. ja i Tornado) przeżyli, choc momentami nie było to oczywiste... robienie różnych teoretycznie miłych i teoretycznie zajmujących rzeczy z dziećmi bywa szalenie frustrujące... i to nie teoretycznie.
W czasie tych naszych działań robiłam zdjęcia (wyjątkowo), tylko nie umiem ich dodać do tego posta ;(. Technicznie to mnie jeszcze to wszystko przerasta. Dlaczego nie chcą się dołączyć?
A w niedzielę Tornado wziął niesłychanie czynny udział we Mszy. A konkretnie w kazaniu. Ksiądz: Grecy powiedzieli, że chcą zobaczyć Jezusa.
Na to Tornado (głosem silnym i pewnym): Ja też chcę zobaczyć Jezusa.
A po dłuższej chwili i ZDECYDOWANIE ciszej dodał: Tego, co tam (czyli przy ołtarzu) stoi i mówi.
Bo z perspektywy prawie trzylatka niewiele widać, gdy stoi się na samym końcu nawy :).
Dzis pierwszy raz gralismy w chińczyka. Tornado wyciągnął starą planszę, pomazaną przez moją siostrę jakieś 30 lat temu :). Zrobiliśmy pionki z modeliny, kostkę znaleźliśmy w moim służbowym piórniczku. I graliśmy. Niektórzy z nas usiłowali tłumaczyć reguły, udało nam sie pograć zgodnie z nimi przez jakieś 10 minut (to i tak sukces), a potem Tornado grał według swoich własnych. Wszystkimi pionkami, bez rzucania kostką. Nic dziwnego, że cały czas wygrywał. :)
Pulpet nadal nic nie mówi :). Za to w ciągu weekendu osiągnął niesamowitą biegłość w przewracaniu się z pleców na brzuch. Na razie tylko na prawą stronę ;). I wykazuje niezwykłą empatię - płacze ze współczuciem, gdy idol, czyli starszy brat płacze.
Akcja "Budzimy mamę o 5 rano" niestety trwa. W tym tygodniu pod kierownictwem Pulpeta. Kiedy to się skończy?
Aha, byłabym zapomniała. Muszę zapisać zeszłotygodniowe słówka: kciukownik (miejsce na kciuk w rękawiczce, wymawia "ińkanićka") i rozsuwakować.
czwartek, 22 marca 2012
rybki
Czytaliśmy/oglądaliśmy "Hoorey for fish". Nazywaliśmy rybki.
Tornado: A ta jak nazywa się?
Ja: To chyba płaszczka.
Tornado (pobłażliwie): To nie plaszczyk, to listek. A ta ryba to łózek łidłowy. Takie ma tu dwa.
Tornado: A ta jak nazywa się?
Ja: To chyba płaszczka.
Tornado (pobłażliwie): To nie plaszczyk, to listek. A ta ryba to łózek łidłowy. Takie ma tu dwa.
środa, 21 marca 2012
Pierwsze koty
Uff, zobaczymy, jak to działa.
Jak wszyscy nie mam na nic czasu (bo "siedzę" w domu z dziećmi). Jestem mamą, czyli przedsiębiorstwem wielobranżowym. W tym całym młynie czasami zapominam, że lubię moje dzieci. I za co je lubię. Chciałabym sie zdyscyplinować i zapisywać to, co miłego, śmiesznego, wzruszającego się wydarzyło. Bo tak łatwo zapominam. Bo tak łatwo trudne 10 minut z całego miłego dnia sprawia, że staję się przygnębiona.
Dziś - Tornado miał karę, time out: "Pociekam do jak zadzwoni ziegalek, psieplosie i psitulę. Mocno się.".
Jak wszyscy nie mam na nic czasu (bo "siedzę" w domu z dziećmi). Jestem mamą, czyli przedsiębiorstwem wielobranżowym. W tym całym młynie czasami zapominam, że lubię moje dzieci. I za co je lubię. Chciałabym sie zdyscyplinować i zapisywać to, co miłego, śmiesznego, wzruszającego się wydarzyło. Bo tak łatwo zapominam. Bo tak łatwo trudne 10 minut z całego miłego dnia sprawia, że staję się przygnębiona.
Dziś - Tornado miał karę, time out: "Pociekam do jak zadzwoni ziegalek, psieplosie i psitulę. Mocno się.".
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)