Bardzo miły weekend mieliśmy. Pracowity. Ogrodniczo-kulinarny.
Chłopcy jeździli wózkiem towarowym w centrum ogrodniczym, oczarowywali panią właścicielkę, a Tornado dostał nawet kwiatek. Hiacynt. Grzecznie podziękował, by po kilku minutach oddać i powiedzieć, że jednak wolałby niebieski. :). Potem było sadzenie i sianie - na razie prolog. Mam nadzieję na akcję na większą skalę już wkrótce.
A wcześniej Tornado z Tatą pojechali do dentysty. Okazało się, że pani doktor nie ma, a nie mogła się do nas dodzwonić, by odwołać wizytę. Tornado przez kilkanaście minut zalewał się łzami; szlochał, że nie będzie mieć wyleczonych ząbków.
Przygotowaliśmy trochę - mam nadzieję - smakołyków na kiermasz wielkanocny w naszej szkole. Ciasteczka wg przepisu z "Wilekanocy w Kisielicach Małych", trufelki czekoladowe z "Musierowicz na Gwiazdkę" (tak wiem, to nie te święta;) i bezy (które nie wyszły i zostały pożarte w domu:). Wszyscy biorący udział w przedsięwzieciu (tzn. ja i Tornado) przeżyli, choc momentami nie było to oczywiste... robienie różnych teoretycznie miłych i teoretycznie zajmujących rzeczy z dziećmi bywa szalenie frustrujące... i to nie teoretycznie.
W czasie tych naszych działań robiłam zdjęcia (wyjątkowo), tylko nie umiem ich dodać do tego posta ;(. Technicznie to mnie jeszcze to wszystko przerasta. Dlaczego nie chcą się dołączyć?
A w niedzielę Tornado wziął niesłychanie czynny udział we Mszy. A konkretnie w kazaniu. Ksiądz: Grecy powiedzieli, że chcą zobaczyć Jezusa.
Na to Tornado (głosem silnym i pewnym): Ja też chcę zobaczyć Jezusa.
A po dłuższej chwili i ZDECYDOWANIE ciszej dodał: Tego, co tam (czyli przy ołtarzu) stoi i mówi.
Bo z perspektywy prawie trzylatka niewiele widać, gdy stoi się na samym końcu nawy :).
Dzis pierwszy raz gralismy w chińczyka. Tornado wyciągnął starą planszę, pomazaną przez moją siostrę jakieś 30 lat temu :). Zrobiliśmy pionki z modeliny, kostkę znaleźliśmy w moim służbowym piórniczku. I graliśmy. Niektórzy z nas usiłowali tłumaczyć reguły, udało nam sie pograć zgodnie z nimi przez jakieś 10 minut (to i tak sukces), a potem Tornado grał według swoich własnych. Wszystkimi pionkami, bez rzucania kostką. Nic dziwnego, że cały czas wygrywał. :)
Pulpet nadal nic nie mówi :). Za to w ciągu weekendu osiągnął niesamowitą biegłość w przewracaniu się z pleców na brzuch. Na razie tylko na prawą stronę ;). I wykazuje niezwykłą empatię - płacze ze współczuciem, gdy idol, czyli starszy brat płacze.
Akcja "Budzimy mamę o 5 rano" niestety trwa. W tym tygodniu pod kierownictwem Pulpeta. Kiedy to się skończy?
Aha, byłabym zapomniała. Muszę zapisać zeszłotygodniowe słówka: kciukownik (miejsce na kciuk w rękawiczce, wymawia "ińkanićka") i rozsuwakować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz