niedziela, 22 kwietnia 2012

bez-dzietnie

Dzis dzień niemal bez dzieci. Tornado u baci J. - szalał na podwórku, proby wprowadzenia go pod dach były zazwyczaj nieudane. Bawił się w berka z psami, dokarmiał je, czym się dało. Nawet tego dużego, przed którym czuje pewien respekt. Wyciągnął babcię na lody (zgadnijcie, o jakim smaku :)). 


W tym czasie my z Pulpetem pojechaliśmy do Warszawy. Ja na randkę kinową z Fi ("Nietykalni" - Fi, dzięki za towarzystwo, Delie - za inspirację). Się zmobilizowałam, zorganizowałam i dzięki temu inaczej oddycham :). Kochany M. w tym czasie krążył z - lekko głośnym -Pulpetem po okolicy. Podobno patrzył z rozżaleniem za oddalająca się mama i ciocią...  


 K. był trochę smutny, gdy wróciliśmy po niego. Bo babcia obiecała mu wspólną wyprawę do kościoła. Poszliśmy razem, Tornado zasnął mi na rękach po 2. czytaniu, obudził się po kazaniu. Starał się brać czynny udział we Mszy - śpiewał i mówił "po norwesku", trafiał czasem w "amen" i "alleluja". 


Dziś były "małe urodziny" Pulpeta. Wczoraj poczuł po raz pierwszy samk chrupek kukurydzianych - lubi :). A dzis pokazał, że potrafi - pełzając do tyłu -  pokanać ok. 2 metry. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz