Po powrocie z przedszkola Tornado powiedział:
- Mam takie marzenie. Zabrać katk. Wstąpili (by) śmy do baci po lowel. I bym jeździł w katku.
Więc wstąpilśmy i jeżdził (swoją metodą - odpychanie pedałów do przodu; usiłowałam uczyć go kręcenia pedałami, ale Tornado jak zwykle wie lepiej.)
Od babci udalo mi się go wyciągnąć tylko dzięki obietnicy sadzenia drzewek i krzaków. Urządziliśmy rodzinne sadzenie: Pulpet w wózku przyglądał się, jak mama wyznacza miejsce, tata i brat wkopują, a Rondel, który się znowu pojawił, ciągnie za nogawki lub usiłuje wylizać twarz. Rondel ma niezły instynkt macierzyński :). Za każdym razem, gdy Pulpet płakał, podbiegał do wózka, stawał na tylnich łapach, merdał ogonem i usiłował lizać dzieciaka. Pulpet był trochę tymi czułościami przytloczony ;).
Sielsko było, przyleciały - zwabione turkotem traktora bronującego pole - dwa bociany, ktore miały tam chyba niezłą ucztę. Widok mieliśmy przedni - dwa bociany i czerwony traktor na tle zachodzącego słońca.
Prace ogrodowe jak wiadomo są bardzo niebezpieczne, dlatego trzeba je wykonywać w kasku...podobnie jak inhalowanie...i kąpiel...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz