Tornado ze swym kuzynem P. odganiali od siebie psy u babuni:
- Fedzio, amen, amen, amen.
- Amen, amen, Misio.
Tornado (pod sklepem modelarskim):
- Tatku, a jak będę taki dużi jak ty, to pukiś mi komplesol?
Tata: - K., jesteś śmierdzącym leniem.
Tornado: - Nie jetem, jetem K-kiem nieśmierdzącym,plawda mamku?
(umie się bronić przed etykietami, co?)
Dziś chłopcy pojechali na kolejną wyprawę bez mamusi. Tym razem do Międzylesia. Tornado wziął na siebie rolę pilota, siedział z mapą w łapkach i prowadził kierowcę:
- Telas takom niebietkom dlogom, potem zielonom, a potem klopkowanom. Jak som klopki, to dobze jedziemy.
Troche się pogubili, gdy trafili na kiepsko oznakowane objazdy, kierowca był hm. trochę zły, za to pilot okazał się oazą spokoju i działał uspokajająco na kierowcę. Gdy dotarli na miejsce, Tornado zwrócił sie do kuzyna P.:
- Widzis, dojechaliśmy, bo ja pokazywałem tatusiowi dlogę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz