Dziś 3. urodziny Tornado.
Zaczęliśmy - niezbyt fortunnie - od wizyty w laboratorium. Ałka i mama miały pobraną krew. Tornado pozwolił sobie założyć "motyla", nawet nie pisnął, ale za to zablokował krew i nic nie poleciało. Drugi raz już nie dał sie ukłuć. Za to wrócił po plasterek dla Ałki.
W czasie porannej inhalacji:
- Nie mogę inhalować się, bo mam małe kolanka.
W przedszkolu był tort i prezenty. I "sto laty" - i podobno Basia śpiewała tak głośno, że aż K. zatykał uszy.
Nikomu nie dał złożyć sobie życzeń przez telfon- od razu przechodził do ofensywy i mówił (np.): "zdowia życziem" i uciekał. Idea rozmawiania przez telefon jest mu na razie obca :).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz