środa, 30 maja 2012

bły dzień

Jedynym objawem choroby u Tornado jest dziś narzekanie na nas, brata, dzień, wszystko:
- Mam bły dzień, jestem bły. Gupi halatol. Nie będę halował się.
Koniecznie musi to mówić z rękami założonymi jak Ela w "Ubrankach Eli".


W przerwach pomiedzy jednym narzekaniem a drugim daję się z nim dogadać.
I coś miłego zrobić.
Układaliśmy wszystkie domowe puzzle mające poniżej 100 elementów, czytaliśmy mnóstwo książęczek, tańczyliśmy i robiliśmy z K. taczki, turlaliśmy się we trójkę po podłodze od drzwi balkonowych do schodów, pelerynkowy superK. ratował mamę-księżniczkę, a Scooby - Pulpet miał rozwiązywać jakąś zagadkę "kiminalnom".


No i dziś odbyło sie pierwsze przedstawienie, w którym K. brał - prawie czynny - udział. Prawie - bo swój tekst powiedział cichutko pod nosem, w piosenkach śpiewał głównie refreny, opuszczał swoje miejsce na scenie, żeby lepiej przyjrzeć się występującym współprzedszkolakom. Ale i tak był boski ;). Szalenie miło było go zobaczyć wśród reszty dzieciaków.


K. przypomniał sobie o "iciminie C". Przypomniał też sobie o teatrzyku, który oglądaliśmy zimą.
- Mamo, jak byliśmy w kinie (sic.) i ta pani wucała piłkom do góly, to ta ina pani gała na fkszypcach.
- W teatrze i chyba na kontrabasie. Przypomiało ci się?

- Aha, to ja może zaploszem moją pszyjaciółkę I. i znowu tam pojedziemy.
- Świetny pomysł.
- A T. jaką pszyjaciólkę zaposi? Anię?


Do taty wieczorem:
- To ja beńde spał, a ty mi czytaj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz