Dziś dzień z gatunku - "mamy o tym nie mówią (ani tym bardziej nie piszą na blogach;)". Czyli chłopaki, cieszcie się, że przeżyliście. To, że jesteście w cali i zdrowi to tylko dowód, że kocha się mimo :).
Jeszcze nie dokonałam całkowitego bilansu strat, wystarczy, że chłopcy rozwalili mi okulary (w przypadku Tornado - to już drugie). Pulpet zrzucił mi z nosa, a K. w chwilę potem na nich siadł. A ja mam -5,5... i bez okularów widzę barwne plamy.
- Jestem za was zła, bo popsuliście mi okulary.
- Nie martw się, pukię ci nowe.
- A skąd weźmiesz pieniądze, żeby je kupić?
- Z bankomatu.
- A masz kartę?
- Foją wezme.
- Ale żeby móc pieniądze wydawać, to najpierw trzeba je zarobić.
- Można tez wykopać.
- Wykopać?
- Jak gólnik.
- A z "Basi" pamiętasz? To przypomnij sobie, co powiedziała o tym mama Basi.
- No że gólnik wykopuje sól lub wengiel.
- No właśnie, górnik zarabia pieniądze, a nie je wykopuje.
- To ja zalobiem.
- A gdzie będziesz pracować?
- W kole. Będziem uczył atamatyki, jak tatuś lub machania laz, trzi, cztely. Imnatyki.
Pulpet uczulony - marchewka i jabłko. Policzki jak u dziewcząt w rosyjskich bajkach. Może mu minie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz